Kolejny bladzioch.
Użyłam cytrynowego cienia z pokazywanej wczoraj paletki Isa Dora, szarości od Sephory oraz bieli (pod łukiem brwiowym) z paletki Acid.
Makijaż jest dzienny, delikatny. Taki makeup - no makeup w kolorze. Na dzien chyba ok, ale ja tego nie czuję :/
Duże dziewczynki mają większe potrzeby. Zakupoholizm wcale nie musi być patologiczny. Wystarczy ograniczyć się do kupowania tego, czego naprawdę się chce i co będzie cieszyć. Mam szafę wypchaną ubraniami i pękającą w szwach kosmetyczkę. Przy pomocy tego bloga postaram się z nich zrobić dobry użytek. Będę opisywać nie tylko swoje ciuchy i makijaże, ale również polecać lub odradzać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isa Dora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isa Dora. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 25 lipca 2011
niedziela, 24 lipca 2011
Słaby drink
Dziś pokażę wam coś odkrytego w wyniku wykopalisk, jakie ostatnio odbyły się w mojej kosmetyczce.
Odkryłam kwartet Isa Dora w kolorze Pool Coctail. Kupiłam go hmmmm... prawie 4 lata temu. Aż dziw bierze, że nie odcisnęła się na nim łapa dinozaura.
Ledwo widoczna cena. Wtedy nie robiła na mnie wrażenia (why?! why?!!), ale dziś przechodzą mnie dreszcze. Ta czwóreczka kosztowała równowartość dwóch paletek Sleek (czyli 24 kolory) w Paatal.
Ehhh, młodość...
W skład tego zestawu wchodzi:
- perłowa zimna cytrynowa żółć - kolorek soku z cytryny.
- zimny perłowy bardzo jasny błękit
- perłowa szmaragdowa zieleń - odcień likieru miętowego
- matowy fiolet.
Zestaw dość przyjemny. Ale jak to u Isa Dory bywało - efekt zdecydowanie transparentny.
Oczko umalowane wszystkimi czterema kolorkami na raz. Mocnych efektów brak, za to oko świeci się jak sreberko po czekoladzie.
Nie bardzo wiem, co zrobić z tym zestawem. Nie czuję go. Może jakoś uda mi się go zmęczyć :/ Kiedyś...
Odkryłam kwartet Isa Dora w kolorze Pool Coctail. Kupiłam go hmmmm... prawie 4 lata temu. Aż dziw bierze, że nie odcisnęła się na nim łapa dinozaura.
Ledwo widoczna cena. Wtedy nie robiła na mnie wrażenia (why?! why?!!), ale dziś przechodzą mnie dreszcze. Ta czwóreczka kosztowała równowartość dwóch paletek Sleek (czyli 24 kolory) w Paatal.
Ehhh, młodość...
W skład tego zestawu wchodzi:
- perłowa zimna cytrynowa żółć - kolorek soku z cytryny.
- zimny perłowy bardzo jasny błękit
- perłowa szmaragdowa zieleń - odcień likieru miętowego
- matowy fiolet.
Zestaw dość przyjemny. Ale jak to u Isa Dory bywało - efekt zdecydowanie transparentny.
Oczko umalowane wszystkimi czterema kolorkami na raz. Mocnych efektów brak, za to oko świeci się jak sreberko po czekoladzie.
Nie bardzo wiem, co zrobić z tym zestawem. Nie czuję go. Może jakoś uda mi się go zmęczyć :/ Kiedyś...
wtorek, 5 lipca 2011
Guernica
Chciałam zrobić kolejny tropikalny makijaż - w ramach walki ze sleekowym uzależnieniem - z użyciem resztki palety Copacabana od Isa Dory.
Niestety, na dobrych chęciach się skończyło.
Czwórka Copacabana w mojej kosmetyczce jest od... 6 lat :) a właściwie była, bo dziś dokonała żywota i została wpisana na listę Denko Prożekt.
Mój i jej pech.
W skład paletki wchodził satynowy lekko opalizujący na stare złoto róż, perłowa limonka, pomarańczowo-złoty oraz perłowy ciemny turkus wpadający w indygo. Wszystkie cienie były półtransparentne, soczyste,... nietrwałe i sypały się jak cholera.
Paletka wykazywała się również wyjątkową podatnością na wypadki. Przez te 6 lat więcej tych cieni zmarnowało się i wpadło z kasetki, niż ich zużyłam. Najbardziej odporny był róż - oczywiście do czasu...
Tak paletka wyglądała jeszcze kwadrans temu, kiedy coś mnie tchnęło, by ją uwiecznić (w sieci nie ma zdjęć tego zestawu). Chwilę później, resztka turkusu pod delikatnym (serio!) dotknięciem miękkiego pędzla skruszyła się i upaćkała mi jeansy :-/
Tak był koniec Copacabany.
Niestety, na dobrych chęciach się skończyło.
Czwórka Copacabana w mojej kosmetyczce jest od... 6 lat :) a właściwie była, bo dziś dokonała żywota i została wpisana na listę Denko Prożekt.
Mój i jej pech.
W skład paletki wchodził satynowy lekko opalizujący na stare złoto róż, perłowa limonka, pomarańczowo-złoty oraz perłowy ciemny turkus wpadający w indygo. Wszystkie cienie były półtransparentne, soczyste,... nietrwałe i sypały się jak cholera.
Paletka wykazywała się również wyjątkową podatnością na wypadki. Przez te 6 lat więcej tych cieni zmarnowało się i wpadło z kasetki, niż ich zużyłam. Najbardziej odporny był róż - oczywiście do czasu...
Tak paletka wyglądała jeszcze kwadrans temu, kiedy coś mnie tchnęło, by ją uwiecznić (w sieci nie ma zdjęć tego zestawu). Chwilę później, resztka turkusu pod delikatnym (serio!) dotknięciem miękkiego pędzla skruszyła się i upaćkała mi jeansy :-/
Tak był koniec Copacabany.
Subskrybuj:
Posty (Atom)