Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remament. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remament. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 sierpnia 2011

Liczby porządkowe

Wczoraj zaszalałam z zakupami. Wydałam równowartość 740 paczek papierosów albo 26 palet Sleeka.
Kupiłam (razem z TŻ oczywiście!): drewno na stół, kątowniki, satlowy pręt, dużą puszkę białej farby akrylowej, zlewozmywak, dwie baterie/krany, cztery nakrętki motylki, dwa wieszaki łazienkowe na prętach, trzy brakujące płytki na parapet, małą puszkę WD 40.... Castorama stała się rajem zakupoholiczki.

Ponieważ kompletowanie wyposażenia do mieszkania potrwa jeszcze co najmniej kilka miesięcy, założyłam sobie embargo na zakupy kolorówkowe ... do końca roku.
Zakładając tego bloga nie myślałam, że przyjdzie mi pisać tak smutnego posta :(

Oto moje ostatnie w tym roku zakupy - dwie plastikowe skrzynki narzędziowe. Oczywiście z Castoramy.

Mniejsza mieści w sobie cały mój zbiór lakierów, akcesoriów do zdobienia paznokci, odżywek i lakierów nawierzchniowych oraz pędzli, temperówek, aplikatorów, gumek do włosów.

 W większej zmieściłam cały swój kolorowy dobytek - róże, rozświetlacze, pudry, bazy, podkłady, korektory, cienie i paletki Sleek'a (szt 10), szminki, błyszczki, eyelinery, kredki i tusze do rzęs.

Wygląda skromnie, ale jest tego sporo.

Tym sposobem mam cały swój zbiór do makijażu i manicure w dwóch pojemnikach. Sprawdzi się przy przeprowadzce.

To wszystko musi mi wystarczyć do końca roku. Żadnych spontanicznych wypadów do Natury, Rossmana, Hebe, Sephory i osiedlowych sklepików. Żegnaj Paatalu i Allegro, do zobaczenia w przyszłym roku.

Niestety - szlaban musi być całkowity. Silna wola ma u mnie postać szczątkową, więc jakiekolwiek  odstępstwo od zasad pewno skończyłoby się katastrofą i haul'em totalnym.

Pozostaje mi jedynie wierzyć, że Święty Mikołaj przyniesie coś więcej niż garnki i ręczniki, uda mi się wygrać jakieś rozdanie lub/i nawiązać współpracę ;)


niedziela, 26 czerwca 2011

Pożegnanie z bronią

Dziś ostatni dzień moich wakacji. Koniec błogiego lenistwa pod skrzydłami rodziców. Jutro wracam do Warszawy. Koniec wakacji oznacza też koniec smarowania się kosmetykami mamy. Niektóre z nich udało mi się wydębić. Resztę wciąż będę podkradać na gościnnych występach :-D

Flagowy zestaw Avonu - mgiełka do ciała i krem do rąk. Zapach - lawenda i rumianek - obłędny. Nic mi się tak bardzo nie kojarzy z urlopem na wsi, jak właśnie on.
Kiedy byłam nastolatką, wyczytałam gdzieś, że inteligentne kobiety pachną lawendą. Potrafiłam wtedy wykupić cały zapas mini wody toaletowej o tym zapachu w Sephorze na Marszałkowskiej ;-)
Teraz musi wystarczyć mi to. Woda jak woda - lekko chłodzi, przyjemnie odświeża. Krem dobrze nawilża i szybko się wchłania. Jestem mądrą dziewczynką - czasem używam go zamiast balsamu do ciała ;-)

Odżywka do włosów z Oriflame. W sprayu, na noc. Ja uwielbiam, mama niekoniecznie. Odżywka nabłyszcza i natłuszcza. Rano po myciu, faktycznie łatwiej rozczesać włosy. Bardziej spektakularnych efektów nie zauważyłam. Już samo obciążenie włosów tuż po aplikacji produktu robi wrażenie. Do stolicy nie zabiorę, bo wolałabym, aby TŻ nie widział mnie w wersji "zmokła kura" ;-)
Redness solutions - zielonkawa baza pod podkład o działaniu terapeutycznym. Jak dla mnie - perełka Clinique. Kupiłam dla mamy w tegorocznym prezencie gwiazdkowym. Rodzicielka również zachwycona efektami - oddała mi swoją pokaźną kolekcję baz i nie chce słyszeć o żadnej innej.
Baza jest lekka, dobrze się wchłania. Zielonkawy kolor maskuje zaczerwienienia. Efekty pielęgnacyjne również widoczne - baza wybiela, nawilża, a u mnie przyspiesza również gojenie wyprysków oraz lekko złuszcza. Też chcę! Ale mama nie odda ;-)
A to pierwsza z wydębionych rzeczy - avonowskie serum do szyi i dekoltu. Nie wiem czy działa, ale mam obsesję na punkcie swojej szyi i jestem w stanie aplikować na nią wszystko (serio, serio), co tylko pozwoliłoby jej jak najdłużej zachować gładkość i młody wygląd.
Serum całe szczęście jest przyjemne - nie lepi się, nie śmierdzi i szybko się wchłania. Mam nadzieję, że również działa ;-)
Kolejne serum z Avon'u, które właśnie zmieniło właścicielkę. To ma za zadanie rozświetlać skórę. I już dziś, mogę powiedzieć, że działa. Cera robi się gładsza, jaśniejsza. Pory mniej widoczne. Bardzo podoba mi się ten efekt. I to, że kosmetyk wchłania się ładnie i szybko, tak że od razu można nakładać krem i nic się nie roluje. Będą kolejne opakowania :-)











Na wynos dostałam również resztkę kremu na dzień z filtrem 15. Również z Avon'u. Zostało go już niewiele, więc sprawdzę, skończę i dopiero wtedy wystawię recenzję :-D

Wy też sępicie kosmetyki od waszych mam?



czwartek, 23 czerwca 2011

Są na tym świecie rzeczy, których nie można kupić...

... albo, o jakich się wizażystom nie śniło.
Chciałam wam dziś zaprezentować mój najnowszy nabytek, ale znalazłam coś lepszego. Dziś zabiorę was w podróż sentymentalną.

Wspominałam wczoraj, że kolorówka mojej mamy pamięta stan wojenny. Jestem przekonana, że od lat nie używa ona tych mazideł, ale jednak je chomikuje. Jedna to, co znalazłam, przeszło moje najśmielsze wyobrażenia.

Witajcie w Kosmetycznym Muzeum PRL-u!


1. Zima stulecia albo jesień średniowiecza


No dobrze, przyznaję, że akurat pomadki Melisa w tym opakowaniu krążyły dopiero na początku lat 90-tych, ale musicie przyznać, że przetrzymywanie sztyftów ochronnych z 20-letnim stażem jest egzotyczne.








2. Więc chodź, pomaluj mój świat, na buro i na niebiesko

 Zestaw sześciu cieni do powiek w fest kolorach. Wszystkie perłowe. Oczywiście, jako mała dziewczynka uwielbiałam malować się nimi (codziennie tuż przed wieczorną kąpielą). Moim faworytem był zielony.






3. Oczy czarne

  W skład zestawu rodzimej marki Celia wchodzi tusz w kamieniu oraz grzebyczek do rzęs i pędzelek do kresek. Zabijcie mnie, ale nie mam bladego pojęcia, jak się tym umalować. Tak jak nie wiem, czemu producent to zestawu nie dodawał ozdobnej szpilki do rozdzielania rzęs.







4. Projekt Denko AD 1988

 Róż marki, której za Chiny Ludowe nie jestem w stanie rozszyfrować, jest najlepszym dowodem na to, że moja mama również ma pewne sukcesy na polu zużyć.
Kasetka zawierała również pędzelek, który jako dziewczynka podkradłam i najprawdopodobniej zgubiłam.













5. Usta jak maliny


Ta szminka to chyba Celia. Ale ręki nie dam sobie obciąć. Kiedyś, zanim nadgryzł ją ząb czas i się utleniła, była perłowo-fuksjowa. Dziś odstrasza zapachem zjełczałego masła.








6. Pewnie Pewex

 Krem tonujący marki Pond's. Smarowałam się nim w podstawówce, ale podejrzewam, że już wtedy jego używanie groziło trwałym kalectwem.














7. Zestaw kombinowany

 Duet cieni marki Celia. Oryginalnym mieszkańcem pudełeczka jest tylko cień zielony. Nie mam bladego pojęcia skąd mama wytrzasnęła ten brązowy wkład. Dobrze pamiętam, że jego miejsce zajmował pistacjowy. Zestaw ostatnio używany był przez moją rodzicielkę, kiedy ja miałam 8 lat.












8. Dzikość serca

 Kultowa pomadka Wet'n'Wild w odcieniu wiśniowym. W zbiorach muzeum znajduje się również egzemplarz w kolorze perłowego różu. Oryginalne kolory znane są z przekazów ustnych, ponieważ utleniły się ponad dekadę temu.













9. Black and Withe

Zestaw tak leciwy jak przeboje zespołu Kombi (dziś Zombie). Kolejne zużycie. Gratulujemy, nagrody wyślemy pocztą.










10. Mała Lady Pank
 
 Eksponat ten jest w prostej linii przodkiem popularnej dziś paletki Acid Sleek'a. O ile mnie pamięć nie myli, taki zestaw miała również moja babcia. Jako dziecko cierpiałam ogromnie, że moja mama nie chce używać tych najbardziej jaskrawych kolorów. Przecież ten róż jest taki śliczny!












11. Czerwony jak cegła

 Kolejny kultowy produkt Celii. Tym razem róż do policzków w kolorze pomidorowym. Jako dziecko i nastolatka robiłam do niego kilka podejść. Nie przypuszczam, aby moja mama kiedykolwiek go używała.

















12. Aleja gwiazd
 A tu, proszę drogiej wycieczki, kolejny oślepiający tusz do rzęs.

















13. Wspomnień czar

 Prezentuję prawdziwy rarytas - quad cieni, których moja mama używała na randki z tatą. Najlepiej prezentują się w zestawie z białym perłowym lakierem.









14. Cud na miarę naszych możliwości

 Nie spać! Zwiedzać! To już ostatni eksponat, ale musicie przyznać, że prawdziwa perełka.

Dwa unikalne zestawy marki Miraculum. Pierwszy zawiera tusz w kamieniu i grzebyczek do rzęs oraz granatowy matowy cień do powiek wraz z pędzelkiem do jego nakładania.
 Kolejna kasetka zawiera dwa pudry: różowo-beżowy oraz beżowo-brązowy oraz pędzel do ich aplikacji. Obie kasetki wyposażone są w lusterka.
Skłamałabym, gdybym powiedziała, że to już wszystko. Kiedy zgrywałam zdjęcia na dysk, przypomniałam sobie jeszcze o dwóch antycznych emaliach do paznokci oraz dwóch ołówkach do powiek, które są starsze ode mnie i tak twarde, że można wydrapać sobie nimi oko. Ale myślę, że na dziś starczy wrażeń.

A wy? Macie jakieś kosmetyczne kurioza w swoich zbiorach?

środa, 22 czerwca 2011

Małe sukcesy

Robię sobie małe wakacje i wyjeżdżam na długi weekend do rodziców. Niestety sama, bo mój TŻ ma w tym czasie wyjazd służbowy. Jest jednak jakiś plus tej sytuacji - będę miała oba psy, Bobka i Śnieżkę - dla siebie ;-)

Pobyt u rodziców kojarzy mi się z błogim lenistwem i powrotem z walizkami cięższymi o kilka kilogramów. Mama rozpieszcza mnie nie tylko kulinarnie, ale i kosmetycznie. Dzięki niej mam prawdziwy arsenał kremów, toników, żeli do oczyszczania twarzy, żeli pod prysznic czy pachnących mydełek toaletowych. Mama ściga się z moją ukochaną teściową, która również mnie w ten sposób dopieszcza. Ale i tak największe cuda dostaję od Myszki :-*

Mama jest królową pielęgnacji i totalnym abnegatem, jeśli chodzi o kolorówkę. Maluje się czym popadnie, a w jej kosmetyczce do niedawna królowały cienie pamiętające jej czasy licealne oraz pomadka HR, którą malowała się do ślubu. Dlatego też ostatnie porządki w mojej kosmetyczce odbywały się pod hasłem "Kolorujemy mamę".

Moja rodzicielka ma nieco bardziej konserwatywne podejście do kolorów niż ja. Pastelowa jest. Tym razem jadę do niej z:
- dwoma trójkami cieni My Secret, obie w tonacjach złoto-beżowo-brązowych,
- cieniem Bourjois w odcieniu Beige Rose,
- metalicznym czekoladowo - brązowym lakierem Miss Selene,
- mleczno-beżowym lakierem Diadem.

A co!

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Start

Przede mną (dosłownie) piętrzy się sterta ciuchów. Podłogę zaścielają wypełnione do granic możliwości kosmetyczki. Biorę się za porządki. 
Ostatnie miesiące dziś mogę nazwać czasem zakupowego szaleństwa, teraz czas refleksji i oględzin. Nie, nie mam zamiaru przestać kupować. Wręcz przeciwnie - trumna nie ma kieszeni, a życie jest zbyt krótkie i kruche, by brzydko się ubierać czy nudno malować. Tyle tylko, że kolejne zakupy mam zamiar poprzedzić chwilą refleksji, sprawdzeniem co już mam, a czego potrzebuję (albo bardzo chcę).
Mam nadzieję, że również ci, którzy będą czytali tego bloga, wesprą mnie radą i podzielą się swoimi doświadczeniami.