Pokazywanie postów oznaczonych etykietą outfit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą outfit. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 lipca 2011

Re-sort

Nie pierwszy raz narzekam na pogodę. To najzimniejsze lato, jakie pamiętam. Czuję się zatem usprawiedliwiona. A dyspensy potrzebuję,bo od początków lipca kompletuję już nową garderobę jesienną :-D
Mam już sukienkę z grubego denimu - prezent od Teściowej. Sukienka jest sporo za duża, ale tak bardzo mi się podoba, że widzę ją na sobie jako oversize'ową tunikę noszoną np. do czerwonych spodni :-)
Te spodnie to również prezent - tym razem od Terki. Miłe, gładkie, bardzo dopasowane sztruksy w kolorze piasku. Wcisnąć się w spodnie po Terce, która jest filigranowa, to nie lada wyzwanie :)
Całe szczęście, udało się ;)

To z kolei sweter zakoszony mojemu tacie. Argumentami usprawiedliwiającymi kradzież, są ... no nie ma. Ale sweter urzekł mnie od pierwszego wejrzenia. Oczywiście jest sporo za duży.
Faktura i detale.
Kolejna "ciążowa" sukienka od Mamy TŻ. Bardzo urocza maxi dress z wrzosowej bawełny. Podoba mi się to wiązanie pod biustem i zróżnicowanie faktur.
No i ta aplikacja :-)
Sponsorem dzisiejszego przeglądu szafy jest Terka. To już tradycja, że z nadejściem sezonu jesiennego zmieniam się w hipisa :) Po prostu lepiej wtedy czuję się w boho :)

Kamizelka od Terki świetnie wpisuje się w ten nurt. W dodatku wygląda jak "od kompletu" z welurową brązową i obszytą pomarańczowymi cekinami maxi  spódnicą, która leży na dnie szafy :)

Wygląda jak kurtka na motor, a to koszula. Wyciągnięta z szafy Mamy TŻ. Trudna w obsłudze - jeszcze nie wiem, jak ją nosić. Ale detale mnie urzekły.

Popielata marynarka. A jakże, od Terki. Klasyka, jakiej szukałam.






Melanżowy szalik od Teściowej :) Już się nie mogę doczekać tej jesieni :P


Ten o dziwo kupiłam sama. Ma 4 metru długości :-D
Włochata czapka od teściowej. Będę w niej wyglądała jak Elmo :D

I firankowy szalik od babci. Nie w moim stylu, ale kolor mnie urzekł.
A wy? Macie już coś na nowy sezon?

poniedziałek, 4 lipca 2011

Szmateks rządzi

W weekend wybrałam się z Mamą TŻ i Myszką na lumpy. Wcześniej nie przejawiałam zbytnio instynktu łownego - w pełni zadowalałam się tym, co znajdowałam w sieciówkach, a w mojej szafie dominowała ZARA i H&M. Dopiero Mama TŻ obudziła we mnie drapieżcę i pokazała, że największą radość i satysfakcję przynoszą zakupy, które nie przetrzebiają portfela.

W szmateksowych zakupach bardzo istotna jest również świadomość, jak unikalna jest rzecz, którą wygrzebałyśmy :) Oto moje weekendowe zdobycze:

Torebka w kształcie koła. Z plecionej słomy, ze skórzaną rączką i długim paskiem w kolorze karmelu. Płaska, zapinana na suwak. W środku beżowa podszewka w brązowe kropki.

Stan bajecznie idealny :)

Wygrzebałam ją na dnie wielkiego kosza z najbrzydszymi torbami świata :)
Już się nie mogę doczekać jej premiery :)
Pasek jest na tyle długi, że koło kończy mi się na wysokości kolan :D
Pasek wygrzebany z dziesiątków innych. Krótki, lakierowany. Kupiony dla klamerki. Będę nim spinała w talii sukienki i cienkie swetry.
Koszulka na mecze. Z Lady Gagą, promująca "The Fame". Na wagę :)
Koszulka "dla mania". Urzekł mnie kolor i Bambi. Również na wagę.
Kolejny meczowy t-shirt. Z tego samego wieszaka co poprzednie i również na kilogramy. Nowy, z metką Top Shop'u. Ma urocze falbanki przy rękawach :)
Żakiet o jakim marzyłam. Czarny, dopasowany, do kolan, z detalami.
Również na wagę.
Te guziki są boskie. A co najważniejsze - to żadna atrapa, nawet te z boku się rozpinają :)
Może na mecze? Choć nie całkiem czarna. Jedna z niewielu wycenionych rzeczy. Przy kasie okazało się, że kosztuje trzy razy mniej, niż głosiła metka :D














Kobaltowa sukienka kupiona na wszelki wypadek, gdyby jednak w tym roku było jeszcze lato :)

wtorek, 28 czerwca 2011

Całkiem spora syrenka i potwór z bagien

W ferworze porządków i przekopywania sterty ciuchów oraz kosmetyków, które udało mi się zgromadzić znalazłam kilka zaskakujących rzeczy. Część z nich jest tak żenująca, że aż chce mi się płakać, ale niektóre są całkiem zabawne.

Na dnie szafy odnalazłam zagubioną kilka tygodni temu koszulkę z syrenką. Koszulka jest lekko złachana, nieco sprana i dość obcisła, czyli ma wszystkie znamiona, jakie powinna nosić rzecz kupiona w ciucholandzie. O ile dobrze pamiętam, kosztowała mnie okrągłe osiem złotych. Tak przynajmniej brzmi wersja oficjalna.


Nabyłam ją z myślą o meczach, ale nadruk syrenki (nie oszukujmy się - to tylko kontur półnagiej baby z rybim ogonem) sprawił, że znalazła się na szczycie listy moich faworytów. A teraz, cudownie odnaleziona koszulka marnotrawna, potrzebuje odpowiedniej oprawy.

Taaa dam!

Makijaż oczu wykonałam głównie cieniami znienawidzonej już przeze mnie (choć mocno zużytej) palety 5 in 1 Sephora. Używam resztek pochodzących z edycji zima 2010. O samej palecie napiszę w oddzielnym poście.



Oczy:
- cienie z palety 5 in 1 - jasny szaro-brązowy, ciemna butelkowa zieleń, soczysty zielony, beżowy perłowy,
- turkusowy cień Isa Dora z quada Copacabana,
- fioletowo-niebieski żelowy eyeliner Inglot (kol.82),
- mascara Infinito Collistar kol. Viola,
- biała kredka Sephora do wnętrza oka.

Usta:
- mleczno-bezowy błyszczyk z palety 5 in1.

Twarz:
- krem tonujący Under Twenty (wiem, że to żałosne -w moim wieku! - ale ma idealny dla mnie kolor),
- puder Bourjois kol. 73,
- korektor w pisaku Essence nr 03,
- róż w kolorze koralowym z palety 5 in 1.

 Moja "syrenia" fryzura czyli niewyprostowane włosy :-D







 A to oko w ciemnym sztucznym świetle.






Do kompletu kolejne wykopalisko - tytułowy potwór z bagien czyli lakier Vipery - Creation Nail Design w kolorze 548. Numerek ten to nic innego, jak zakodowana nazwa "matowa ciemna morska zieleń" ;-)


Boski, prawda? ;-) Całe szczęście, według daty ważności mogę go używać jeszcze do listopada (ciekawe co stałoby się w grudniu? odpadłyby mi palce?...). Producent zaleca nakładanie dwóch warstw lakieru. Niestety, producent najwyraźniej nie używał tego odcienia.
Jedna warstwa daje efekt paznokci topielca wyciągniętego z Narwi po dziewięciu dniach leżakowania. Druga, sprawia, że postronny obserwator może myśleć, że mamy wyjątkowo egzotyczną odmianę grzybicy. Dopiero trzecia daje równy, gładki i "soczysty" kolor. Mam nadzieję, że starczy mi cierpliwości. Bo lakieru na pewno - butla ma aż 10 ml.