Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Psik psik

Kolejne zużycie; w najbliższym czasie będzie ich sporo, bo pod koniec miesiąca przeprowadzamy się do naszego gniazdka, więc chcę wykończyć wszystkie pozaczynane kosmetyki, by nie wozić przez pół miasta dziesiątków do połowy pełnych butelek.

Lakier w spraju Oriflame to właściwie buteleczka. Jeśli któraś z was używała nabłyszczacza w spraju od Schwartzkopfa (Got2Be) i lubiła go - tym kosmetykiem na pewno się nie rozczaruje. Dla mnie niczym się nie różnią; nawet zapachem.

A pachną bardzo słodko - arbuzową mutacją landrynek. Spraj jest dość lekki i przyjemny w użyciu. Ja stosowałam go do definiowania loków. Wystarczyło spryskać suche włosy, by błyszczały się i przestawały się puszyć. Przedawkowanie grozi sklejeniem włosów, choć na pewno nie będą one sztywne. Kosmetyk dobry, nawet bardzo dobry, ale tylko do kręconych i falujących włosów - na naturalnie prostych efekt będzie smętny, zaś prasowane raczej napuszy.

Czy kupię ponownie. Na pewno, zwłaszcza jesienią, kiedy nie opłaca się męczyć włosów prostownicą.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Jasna strona mocy

Najwyższy czas na recenzję kosmetyku, który podbił mojej serce. Odżywkę Yves Rocher do jasnych włosów dostaję od mojej ukochanej teściowej; w ciągu ostatnich 3 miesięcy zużyłam już dwie butelki. Więcej jej nie kupię tylko dla tego, że producent wycofał ją z obiegu i zastąpił inną serią, a także dlatego, że kompletnie nie nadaje się do pielęgnacji rudych włosów.

Na początku wiosny zaczęłam marudzić, że wypadają mi włosy. Wtedy mama mojego TŻ podarowała mi tę oto odżywkę obiecując, że bardzo poprawi kondycję moich włosów. Nie wierzyłam w to zbytnio, bo przecież drogeryjne odżywki nie robią nic. 
Rozczarowałam się. I to bardzo miło. Produkt i jego działanie przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Faktycznie wyraźnie odżywia i nawilża włosy, które właściwie już od pierwszego użycia stają się bardziej miękkie, błyszczące i gładkie. Wyglądają zdrowo. 
Odżywka pachnie obłędnie (całe szczęście nowa seria ma ten sam zapach) - miodem, rumiankiem, pszczelim pyłkiem. 
Bardzo mocno i intensywnie rozjaśnia włosy. Już od pierwszego użycia, nawet jeśli trzymamy ją tylko 1 minutę (tak zaleca producent). Przy regularnym stosowaniu odcień jest coraz jaśniejszy.
Moje naturalnie jasne popielate włosy rozjaśniła niemal do platynowego blondu bez żadnych żółtych refleksów :D
Jest też druga strona medalu - razem z szamponem i WAXem niemal całkowicie ściągnęła mi intensywnie rudy kolor z włosów. Wystarczyły dwa mycia, a użyłam permanentnej farby :D

Polecam, szczerze polecam, ale tylko do jasnych włosów :)

czwartek, 4 sierpnia 2011

Szybka sesja łazieknowo - korytarzowa

Specjalnie na życzenie Kleopatre prezentuję swój nowy, bo dzisiejszy, kolor włosów :)
Sorry za miny, nie mogłam się powstrzymać ;)

















I na koniec bonus - czepek kąpielowy Hanuta, który jest mała aluzją do tego, co mam teraz na głowie.
Tak, tak. Wszystko wskazuje na to, że będę miała psa :D

czwartek, 28 lipca 2011

Myślę, że nie stało się nic

Ostatnio mam chyba pecha, bo trafiam na więcej kosmetycznych bubli niż kiedykolwiek.

Dzisiejszym rozczarowaniem sezonu jest odżywka w spraju o L'Oreal.

Od kilku ładnych lat mam bzika na punkcie moich włosów. Bzik miał różne stadia - dominującym było namiętne prasowanie włosów. Potem miałam fazę farbowania i obcinania na jeża. Teraz mam etap odżywiania, nawilżania i wydobywania z nich naturalnego piękna (faza przejściowa - już kupiłam dwa szampony koloryzujące : -D)
Od tej odżywki nie oczekiwałam cudów. A przynajmniej nie takich, jakie obiecuje producent. Chciałam jedynie by choć lekko nawilżyłam włosy i ułatwiła ich rozczesywanie.
Ten sprej nie potrafi nawet tego. Dla mnie jest on jedynie mętną wodą. Nie działa. Po prostu nie robi nic.
Pieniądze wyrzucone w błoto i przynajmniej chwilowy uraz do tej marki.
Szkoda.

środa, 20 lipca 2011

Banana Rama

Dzisiejszy dzień był przykry i męczący. Jestem o jedną "ósemkę" uboższa, mam cztery szwy i czuję się, jakby właśnie odstrzelono mi pół żuchwy. Jedyny plus tej sytuacji, to tygodniowa dieta lodowa :)


Sukcesów brak, więc kolejne "denko" na osłodę.

Wykończyłam bananową odżywkę do włosów z The Body Shop. Jest to miłe dopełnienie szamponu, nic więcej. Włosy nieco lepiej rozczesują się po myciu, są miękkie i obłędnie pachną bananami. Właściwie ten  zapach jest głównym atutem tego specyfiku. Może kupię w przyszłości, ale nie najbliższej. Teraz szukam odżywek "odżywiających" - ta niestety jest produktem typu "aspiryna" - nie szkodzi, ale raczej też nie pomaga.

PS. Odżywka jest bardzo wydajna - mój TŻ przez pomyłkę użył jej zamiast żelu pod prysznic. W dodatku był przekonany, że to żel "hotelowy", więc lał go lekką ręką :) A że mu się nie pieniła, to użył jej naprawdę sporo. A mimo to wystarczyła mi na 2,5 msc codziennego stosowania :-D

środa, 13 lipca 2011

Gra w kolory

Bardzo lubię zabawy z włosami. Najchętniej ścinałabym je na krótko, ale po długiej resocjalizacji jaką zafundował mi TŻ, udało się mnie przekonać, że długie włosy są fajne, bo są fajne i długie.
Ponieważ akcja zapuszczanie trwa, naszła mnie ochota, na eksperyment z kolorem.

Teraz wyglądam tak

Ale całkiem niedawno było tak:

Bywałam ognistą brunetką:


... ale i niesfornym rudzielcem


I właśnie ostatnio kusi mnie, żeby jesienią zmienić się w liska.

A wy co o ty myślicie? Farbować czy zostawić naturalny kolor?

sobota, 25 czerwca 2011

Wstydliwa sprawa

Kilka dni temu, prezentując Kosmetyczne Muzeum PRL-u, nabijałam się z moje mamy i tego, że chomikuje mazidła starsze nawet ode mnie (a mam już swoje lata). Tyle, że niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Ja co prawda nie przetrzymuję przeterminowanych produktów, tylko bez żalu je wyrzucam, ale również jestem zbieraczem.
Moim grzeszkiem jest Kuferek na lepsze czasy.
Jakiś czas temu, z okazji zbliżającej się przeprowadzki do remontowanego przez nas mieszkania, zrobiłam sobie żelazną rezerwę kosmetyków z wyższej półki, których mam używać na nowej drodze życia. Nie dość, że nonsensowne, to jeszcze kłóci się z moim hedonizmem.
Kuferek sobie grzecznie stoi, pęcznieje, bo co chwila wpada do niego coś nowego, a ja - niczym Golum - nic, tylko podziwiam swoje precjoza.
Czas mija, remont i przeprowadzka się przeciągają, a termin ważności kosmetyków nieubłaganie zbliża się do końca - przecież nie mogłam odmówić sobie otwarcia i wypróbowania ich. Wszystkich.

Niniejszym obiecuję poprawę i tuż po powrocie z wakacji likwiduję instytucję Kuferka, zaś jego zawartość zaprezentuję na blogu i włączę do codziennego użytkowania. Obiecuję. 
Trzymajcie kciuki.

Ponieważ oficjalnie nie ma już Kuferka, więc nie znajdzie się w nim Bohemian Sleek'a. Nie trafi do niego również mój dzisiejszy zakup, choć akurat ten do początku się do niego nie kwalifikował.

Dziś kupiłam sobie maskę WAX do jasnych włosów. Trochę dziwny ten WAX, ale pani magister w aptece zapewniała, że naprawdę dobry. Spróbujemy, zobaczymy. Skład wygląda nieźle, więc nie powinno dojść do tragedii. W najgorszym wypadku nastąpi efekt aspiryny - nie pomoże i nie zaszkodzi.

Mam nadzieję...

WAXa, tyle, że innego, używałam kilka lat temu, kiedy namiętnie farbowałam włosy na czarno. Dziś kiedy zapuszczam ( z sukcesami) w swoim naturalnym, jasnym kolorze, wolałabym, aby nic mi nie przeszkadzało. A ostatnio zauważyłam, że włosy dość intensywnie mi wypadają. Niby nie widać żadnego ubytku upierzenia, ale wolę zapobiegać.

Po skończonej kuracji i osiągnięciu Denka doniosę, co i jak.