Czas na marsza pogrzebowego. Swego żywota dokonał właśnie mój ulubiony tusz do rzęs.
Kupiłam go w dwupaku (ten -czarny oraz czarny z fioletową perłą) i oba służyły mi dzielnie przez pół roku. Trochę długo jak na mnie, ale nie mogłam się z nim rozstać.
Maskara Rimmel Glam Eyes ma elastyczną, gumową szczoteczkę, do której trzeba się przyzwyczaić ale okiełznana potrafi wyczyniać cuda. Trochę wprawy i cierpliwości, a efekt sztucznych rzęs jest jak najbardziej możliwy. Tusz był trwały, nie kruszył się, nie mazał, nie uczulał i miał głęboki czarny kolor. Jego atrakcyjność dodatkowo podbija przyswtępna, rimmelowska cena.
Gdyby nie chęć na zmiany, z pewnością bym przy nim została. Ale mam ochotę przetestować coś innego. Co polecacie?
Duże dziewczynki mają większe potrzeby. Zakupoholizm wcale nie musi być patologiczny. Wystarczy ograniczyć się do kupowania tego, czego naprawdę się chce i co będzie cieszyć. Mam szafę wypchaną ubraniami i pękającą w szwach kosmetyczkę. Przy pomocy tego bloga postaram się z nich zrobić dobry użytek. Będę opisywać nie tylko swoje ciuchy i makijaże, ale również polecać lub odradzać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rimmel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rimmel. Pokaż wszystkie posty
środa, 10 sierpnia 2011
wtorek, 28 czerwca 2011
Transparentność uczuć
Jestem niesamowicie podobna do mojego ojca. Te same rysy twarzy, proporcje ciała, szeroko rozstawione oczy, sposób poruszania się. Nawet charakter i skłonność do alergii na te same rzeczy. Po tacie mam też błyszczący nos.
Z moją cerą nie mam problemów. Nigdy nie miałam trądziku, zawsze była typowo "normalna" i ładna. Tylko nos, a właściwie czubek nosa, świeci się jak świeżo wyfroterowany. Dlatego pudry matujące są ze mną od bardzo dawna. Czyli od ósmej klasy podstawówki. Tak, kończyłam szkołę według "starego systemu" :-)
Ze Stay Matte, który właśnie skończyłam, miałam już kiedyś do czynienia. Ale to było dawno i sam puder też miał wtedy inne opakowanie. Tak wtedy, jak i ostatnio, wybrałam odcień 001 czyli transparentny. Tamten dawał efekt buzi oprószonej mąką. Ten też. Wtedy klęłam, teraz też klęłam. Ale męczyłam go, bo staram się nie wyrzucać tego, co można jakoś spożytkować.
Aż natknęłam się na tekst o tym, że Polki nadużywają kosmetyków. Przeciążają włosy tonami odżywek, kładą za dużo maskary i zbyt grube warstwy podkładu. Wtedy mnie olśniło. I zakochałam się w Stay Matte od drugiego wejrzenia.
Wystarczyło zamienić puszek do pudru na pędzel, a i z tego strząsać dokładnie nadmiar produktu, żeby zamiast białej maski uzyskać efekt aksamitnej, przejrzystej powłoczki. Czyli taki, o jaki mi chodziło i jakiego oczekiwałam od pudru.
Do Stay Matte pewnie wrócę, ale nie teraz, bo mam kilka innych pudrów do skończenia i kilka do przetestowania. Ale będę o nim pamiętać.
PS. Stay Matte nie wyeliminował problemu latarni morskiej na czubku mojego nosa. Ale matuje przyzwoicie :-)
Z moją cerą nie mam problemów. Nigdy nie miałam trądziku, zawsze była typowo "normalna" i ładna. Tylko nos, a właściwie czubek nosa, świeci się jak świeżo wyfroterowany. Dlatego pudry matujące są ze mną od bardzo dawna. Czyli od ósmej klasy podstawówki. Tak, kończyłam szkołę według "starego systemu" :-)
Ze Stay Matte, który właśnie skończyłam, miałam już kiedyś do czynienia. Ale to było dawno i sam puder też miał wtedy inne opakowanie. Tak wtedy, jak i ostatnio, wybrałam odcień 001 czyli transparentny. Tamten dawał efekt buzi oprószonej mąką. Ten też. Wtedy klęłam, teraz też klęłam. Ale męczyłam go, bo staram się nie wyrzucać tego, co można jakoś spożytkować.
Aż natknęłam się na tekst o tym, że Polki nadużywają kosmetyków. Przeciążają włosy tonami odżywek, kładą za dużo maskary i zbyt grube warstwy podkładu. Wtedy mnie olśniło. I zakochałam się w Stay Matte od drugiego wejrzenia.
Wystarczyło zamienić puszek do pudru na pędzel, a i z tego strząsać dokładnie nadmiar produktu, żeby zamiast białej maski uzyskać efekt aksamitnej, przejrzystej powłoczki. Czyli taki, o jaki mi chodziło i jakiego oczekiwałam od pudru.
Do Stay Matte pewnie wrócę, ale nie teraz, bo mam kilka innych pudrów do skończenia i kilka do przetestowania. Ale będę o nim pamiętać.
PS. Stay Matte nie wyeliminował problemu latarni morskiej na czubku mojego nosa. Ale matuje przyzwoicie :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

